RSS
piątek, 03 marca 2017
Wracając do kraju

Przeczytałem dzisiaj wpis w blogu pewnej osoby, mieszkającej na stałe w Wielkiej Brytanii, która wróciła do Polski i była bardzo negatywnie zaskoczona wszystkim, począwszy od porzuconej walizki na lotnisku, zepsutego automatu, na ludzkiej nieuprzejmości kończąc. kłoniło mnie to do zastanowienia się nad tym, dlaczego Polakom wracającym z zagranicy nasz kraj jawi się w najczarniejszych barwach.

Oczywiście, częściowo jest tak dlatego, że mieszkając tu przyzwyczajamy się uznawać za normę coś, co nią nie jest. Odwiedzamy bogatsze i lepiej zorganizowane kraje, zamieszkałe przez społeczeństwa dotknięte traumą w mniejszym stopniu, nie rozjechane przez Hitlera, nie borykające się z myślą, że na naszej ziemi okupanci dokonali zbrodni budzącej do dziś przerażenie całego świata. Porównujemy się z Wielką Brytanią, Niemcami, USA. Nie podróżujemy zbyt często do Sudanu Południowego, Ugandy, Mozambiku, Wietnamu, czy choćby Indii lub Chin. Gdybyśmy pojechali np. do wspomnianego Sudanu Południowego moglibyśmy doświadczyć życia w kraju, gdzie nie ma dróg, elektryczności, a w razie napadu, pożaru czy choroby nie można zadzwonić pod 112 i wezwać odpowiednich służb, można najwyżej pożyczyć karabinek AK47 od chłopca pasącego bydło i bronić się samemu, ale jeśli kogoś przy tym zastrzelimy, i jakimś cudem dowie się o tym policja, to grozi nam osadzenie w koedukacyjnej celi z 40 spoconymi zbirami, bez łazienki i toalety. Osobie wracającej do Polski po takim doświadczeniu uszkodzony automat biletowy z pewnością nie wydawałby się wielkim problemem.

Dwa razy wracałem do kraju po kilkumiesięcznym pobycie za granicą i dobrze pamiętam swoje spostrzeżenia i uczucia - zdziwienie na widok odpłatnej toalety publicznej na dworcu (bo we Włoszech były bezpłatne) czy zdumienie, że wszyscy się ze mnie szyderczo śmieją, bo w trakcie wywiadówki zadałem pytanie o to, czy wiek dziecka określamy rocznikowo czy według daty urodzenia. Cóż, wielu Polaków wierzy, że "Kto pyta, ten głupi".
Ale pamiętam też przykre niespodzianki za granicą. Na przykład pewnego razu umówiłem się z kimś przed sądem. Okazało się jednak, że budynek sądu w południowych Włoszech był całkowicie niedostępny, otoczony wojskiem i pojazdami pancernymi. Gdy przez chwilę stałem przed wejściem, zaraz podeszli do mnie smutni panowie i zaczęli mnie wypytywać o różne rzeczy. Zaskoczył mnie wpływ, jaki mafia wywiera na życie południowych Włoch. Zanim się tam znalazłem myślałem, że mafia to taki element lokalnego folkloru, utrwalony za granicą stereotyp, który nie ma pokrycia w rzeczywistości, coś w rodzaju sielskich obrazków z polskiej wsi z wozami zaprzężonymi w konie i dziewczętami w kolorowych strojach regionalnych. Tymczasem okazało się, że mafia rzeczywiście istnieje, puka do ciebie, zaczepia cię, otacza cię. Przykra niespodzianka.
W USA spotkało mnie całe mnóstwo przykrych sytuacji, związanych z nieprzystosowaniem do tamtejszych warunków. Nie wiedziałem np., że na przedmieściach się nie spaceruje, że wszędzie jeździ się samochodem, że samochodu nie wypożyczy się za gotówkę, że połączenia kolejowe między miastami są rzadsze niż w czasach westernów, że nie jedzie się późnym popołudniem do śródmieścia, bo jest ono całkowicie puste, a jedynymi ludźmi, jakich wówczas można spotkać na ulicach są narkomani, drobni przestępcy oraz chorzy psychicznie (bo państwo prowadzi politykę integrowania ich ze społeczeństwem i niedyskryminacji).
Istnieje coś takiego jak szok kulturowy. Polega on na tym, że trafiając do nieznanego kraju doświadcza się najpierw euforii, potem euforia opada i przeradza się w głęboką awersję. Na koniec procesu jesteśmy przystosowani. Powrót do kraju pochodzenia wiąże się z podobnym zjawiskiem. Będąc na emigracji tworzymy w naszej (pod)świadomości idylliczny obraz Ojczyzny, przedmiotu naszych tęsknot i westchnień. Wracamy, i ten idylliczny obraz zostaje skonfrontowany z rzeczywistością. W rezultacie jesteśmy zniechęceni, narzekamy na Polskę, która jawi się nam jako straszne miejsce, niemal piekło na ziemi. Trzeba to przetrwać i się przyzwyczaić.

Tagi: USA Włochy
09:43, metanoja
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 09 czerwca 2016
Geniusz Żydów - uwagi o książce Kłopotowskiego

Ostatnio przeczytałem książkę Krzysztofa Kłopotowskiego pt. "Geniusz Żydów. Na polski rozum", wydawnictwo - a jakże - Fronda, wstęp - a jakże - Rafał A. Ziemkiewicz.

Książka bardzo pozytywnie mnie zaskoczyła. Autor podszedł do tematu w sposób zupełnie nieoczekiwany, wyłamując się poza schematy pisania o Żydach, z jakimi dotychczas się spotkałem. Wszystko, z czym dotąd zetknąłem się na temat narodu wybranego (może poza Biblią) wpasowywało się w jeden z trzech modeli:

Model 1. Podejście antysemickie: Żydzi są źli, więc wszystko, co o nich pisze się z tej perspektywy jest nasączone jadem i nienawiścią.

Model 2. Podejście filosemickie: Żydzi są Narodem Wybranym przez Boga, i wszystko, co się o nich pisze z tej perspektywy tchnie idealizmem.

Model 3. Podejście lewicowe: Żydzi są tacy sami jak wszyscy inni, i w związku z tym należy zaprzeczać istnieniu czegoś takiego jak żydowska wyjątkowość - czy to w postaci geniuszu, iskry Bożej, boskiego wybrania, czy też wyjątkowości diabolicznej. Według tego podejścia Żydów nie należy ani gloryfikować, ani demonizować. Są zwykłymi ludźmi.

Kłopotowski nie wpisuje się w żaden z powyższych modeli. Punktem wyjścia dla jego refleksji jest spostrzeżenie, że Żydzi są wyjątkowi. Stanowią dwa promile ludności świata. Zdobyli 23 procent nagród Nobla. Wyjątkowość Żydów ma swoje ciemne i jasne strony, o których autor pisze obszernie i wnikliwie. Obserwacja Żydów prowadzi go do wniosku, że my - jako Polacy - powinniśmy uczyć się od potomków Izraela. Uczyć się od nich stosunku do pieniądza, wiedzy i bogactwa, solidarności, twardej obrony swoich interesów, przetrwania we wrogim środowisku. Najwięcej nauczymy się przez bliski kontakt i konieczność radzenia sobie z żydowską "hucpą" w osobistych relacjach z sąsiadem - Żydem. Dobrze więc nam zrobi sprowadzenie pół miliona Żydów do Polski.

Największe chyba wrażenie z całej tej błyskotliwej książki zrobiła na mnie analiza programu ideowego New York Timesa i jego zbieżności z programem środowiska "Gazety Wyborczej". Dlaczego NYT i GW: 1) wpajają poczucie winy za kulturę przenikniętą antysemityzmem, która umożliwiła Holokaust? 2) ośmieszają i zwalczają Kościół katolicki? 3) dążą do oczyszczenia sfery publicznej z chrześcijaństwa? 4) Podważają spoistość społeczeństwa chrześcijańskiego przez szerzenie indywidualizmu i relatywizację wartości? 5) Propagują wielokulturowość i masową imigrację? 6) Kwestionują dumę narodową kraju gospodarza jako przejaw patologicznego nacjonalizmu? 7) Propagują swobodę obyczajową, zwłaszcza seksualną?

Odpowiedź jakiej udziela autor znajdziecie w książce, którą gorąco polecam każdemu zainteresowanemu tematem.

 

czwartek, 19 listopada 2015
Jezus Chrystus

Jezus Chrystus

Syn Boży

Syn Człowieczy

Pomazaniec

Światło w ciemności

Skała pośród fal

Źródło pośród suchej ziemi

Zbawiciel

Lekarz

Bóg - Człowiek

Jedyny Bezgrzeszny

Zwycięzca

Sprawiedliwy

Sędzia każdego człowieka

Wierny i prawdziwy

Ten, który był, jest i ma przyjść

Król Królów

Pan Panów

Władca Królestwa które nie przeminie

Zdobywca który nie osiada na laurach

Baranek

Lew z pokolenia Judy

Nieskończony

Odwieczny

Głos dobrej rady

Głos rozsądku

Głos miłości

Głos troski

Umiłowany

Oblubieniec

Mąż Kościoła

Wróg obłudy

Święty Boży

Jedyna Droga do Ojca

Jedyna Prawda

Źródło i istota życia

Ten, który Cię widzi

Ten, który mówi do Ciebie

Ten, który czeka na Twą odpowiedź

Ten, który stoi i kołacze

Otwórz.

...

Mój ukochany na wieki, niezrównany, absolutnie fantastyczny, nieporównywalny z niczym, Pan mego serca, który nigdy mnie nie zawiódł, nigdy nie potraktował mnie lekceważąco czy krzywdząco.

Jesteś nie do opisania, nie ma słów w żadnym ludzkim języku które mogłyby oddać Twą dobroć i wspaniałość Jezu.

Ci, którzy Cię znają - żyją i istnieją. Ci, którzy odwracają się od Ciebie, stają się cieniem i mgłą, która się rozwiewa.

Ci, którzy są przy Tobie, znaleźli nieskończone źródło rozkoszy. Są nasyceni i upojeni. Ci, którzy sycą się odstępstwem i odurzają się bezbożnością, giną i marnieją.

Jestem Twój. Uczyń ze mną, co zechcesz. Pójdę gdzie zechcesz. Powiem co zechcesz. Zrobię co zechcesz. Tylko objaw mi się bardziej niż dotąd. Kocham Cię.

wtorek, 06 października 2015
Imigranci, imigranci

Nie, nie chcę dorzucać swoich pięciu groszy do słowotoku, który wylewa się w związku z tak zwanym kryzysem imigracyjnym.

Dla mnie imigranci to Shadi, Imad, Aleksiej, Carmen, Roufan, Denys, Ehssan, Adel, Toni, i jeszcze parę innych osób. Znam ich, pomagam im. Reszta to nie mój biznes.

Tagi: imigranci
10:05, metanoja
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 01 czerwca 2015
Nieprawy związek

Ostatnio zastanawiałem się trochę nad tym, co łączy rządzących i rządzonych. Dochodzę do wniosku, że korzeniem i praprzyczyną wielu patologii życia społecznego jest toksyczna relacja między rządzącymi a rządzonymi.

Nie chodzi zatem o to, że rządzący są złymi i zdeprawowanymi ludźmi, ani o to, że rządzeni są aroganccy, głupi czy pozbawieni elementarnego szacunku do swoich przywódców. Chodzi o to, że jedni i drudzy są ze sobą związani w niewłaściwy sposób.

Biblia mówi (List do Rzymian, rozdział 13), że władza polityczna pochodzi od Boga. Pochodzi od niego, ale nie jest Bogiem. Ustanowiona przez Boga władza ma za zadanie karać złych i nagradzać dobrych, a zatem pilnować przestrzegania sprawiedliwych zasad i karać tych, którzy je naruszają oraz nagradzać tych, którzy ich przestrzegają. Władza nie jest natomiast nauczycielem, zaopatrzycielem ani lekarzem. Gdy próbuje zajmować się edukacją, zaspokajaniem potrzeb materialnych poddanych albo ich leczeniem, rezultat, mówiąc oględnie, jest nie najlepszy.

Pismo Święte uczy, że Bóg jest Nauczycielem (Ewangelia Mateusza 23), źródłem zaopatrzenia (por. Księga Rodzaju 22:14) oraz lekarzem ludzi (Księga Wyjścia 15:26). Nie zawsze występuje w tych rolach bezpośrednio, choć i tak bywa. Widziałem nadprzyrodzone działanie Boże polegające na udzieleniu charyzmatu wiedzy bądź mądrości, na nadprzyrodzonym zaopatrzeniu albo uzdrowieniu. Często jednak Bóg naucza, zaopatruje i leczy przez innych ludzi i stworzone przez nich instytucje. Sęk w tym, że gdy są one sterowane przez państwo, wówczas nie działają dobrze, gdyż państwo jest kompetentne w sferach innych niż edukacja, dobroczynność i służba zdrowia.

Niestety, rządzący często starają się sprawić wrażenie, że są chrystusami-nauczycielami, chrystusami-zaopatrzycielami czy chrystusami-lekarzami. Obiecują naukę, zaspokojenie potrzeb materialnych i uzdrowienie, a poddani z ochotą kiwają głowami. Gdy okazuje się, że rządzący nie wypełniają danych obietnic, pojawia się frustracja i gniew. Podłożem tego napięcia są z jednej strony fałszywe, niemożliwe do spełnienia obietnice rządzących, a z drugiej strony naiwna, bezpodstawna, ślepa wiara rządzonych. Rezultat - jaki jest, każdy widzi.

środa, 27 maja 2015
O tym, jak Żyd ocalił mojego dziadka przed Niemcami

Mój dziadek Ignacy (1914-1990), syn Antoniego, przed wojną mieszkał w miejscowości Rybitwy, niedaleko Łęczycy. Przed wybuchem wojny odbywał kilkuletnią służbę wojskową, m. in. w KOP na pograniczu polsko – radzieckim. W chwili ataku Niemiec hitlerowskich na Polskę służył w stopniu kaprala w składzie 37 Pułku Piechoty. Dowódcą kompanii, w której służył Ignacy był Niemiec, kapitan Neugebauer, który okazał się lojalnym obywatelem polskim i po kapitulacji poszedł do niewoli, podczas gdy wielu tak zwanych „Polaków” zdezerterowało albo wyparło się polskości. Przez pierwsze dni września pułk wycofywał się nocami w kierunku Kutna. Był nieustannie atakowany przez niemiecką V kolumnę. Nad Bzurą, podczas boju spotkaniowego z Niemcami Ignacy został lekko ranny w głowę – niemiecki pocisk trafił w hełm, powodując odkształcenie tzw. pióra hełmu, i ranę skroni.

Wycofujący się pułk trafił w rejon Sochaczewa, i został tam okrążony wraz z tysiącami żołnierzy innych jednostek chcącymi przebić się do Warszawy. Żołnierze próbowali sforsować Bzurę, ale po jej drugiej stronie okopali się Niemcy, i ostrzeliwali ich. Z drugiej strony strzelały do nich nadciągające czołgi gen. Guderiana. Stłoczeni żołnierze zostali dosłownie zmasakrowani ogniem nieprzyjaciela, tylko nielicznym udało się wyrwać z okrążenia i przedostać do Warszawy. Na rękach Ignacego i adiutanta zmarł śmiertelnie ranny generał Franciszek Wład.

18 września 1939 r. okrążone pododdziały polskie poddały się Niemcom. Kompanię Ignacego Niemcy ulokowali na podwórzu klasztoru w Łowiczu, a potem poprowadzili dalej. Oficerów wieziono na wozach, zaś podoficerów i szeregowych prowadzono w pieszych kolumnach. Ignacego umieszczono w otoczonym drutem kolczastym prowizorycznym obozie jenieckim w Zgierzu.

16 października 1939 r., w pochmurną i deszczową noc Ignacy wykorzystał nieuwagę strażnika i przedostał się przez dziurę w ogrodzeniu na zewnątrz. Uciekł do położonego pod Zgierzem lasu, a następnie polami i lasami skierował się w stronę Ozorkowa. Przy drodze wylotowej z Ozorkowa w kierunku Łęczycy znajdowała się kuźnia. Jej właściciel był znajomym Ignacego, gdyż przed wojną wraz z bratem Aleksym często podkuwali tam konie w drodze na targ w Łodzi. Zbiegły żołnierz liczył na to, że kowal zrozumie jego sytuację i pomoże mu; przeliczył się jednak. Wystraszony właściciel kuźni nie dał mu cywilnego ubrania i wyrzucił go precz z obawy przed Niemcami. Ignacy stanął na rozstaju dróg, nie wiedząc, co począć.

Wówczas od strony Łodzi nadjechała „żydowska drynda” – mały wóz, zaprzężony w jednego konia. Powoził nim Żyd. Powiedział do Ignacego: „wsiadaj, żołnierzyku”. Okazało się, że właściciel zaprzęgu jedzie do wsi Tum pod Łęczycą, położonej zaledwie kilka kilometrów od Rybitw. Jechał niezbyt uczęszczaną, a zatem bezpieczniejszą trasą przez Leśmierz. W ten sposób Ignacy dostał się do Tumu, a stamtąd do wsi Marynki. Przekroczył w bród Bzurę i znalazł się w domu, w Rybitwach.

Uciekinier zdobył legalne dokumenty i znalazł pracę w majątku Prądzew. W 1943 r. ożenił się i zaangażował się czynnie w działalność ruchu oporu.

 

piątek, 20 lutego 2015
Jak pozbyć się swoich najlepszych ludzi?

Co za pytanie? Nic prostszego - zidentyfikować i wylać na zbity pysk.

Jeżeli jednak chcemy pozbyć się ich z organizacji w bardziej subtelny sposób, musimy doprowadzić ich do stanu, w którym odechce im się z nami współpracować i sami odejdą.

Jak im w tym pomóc?

Przełożony, chcąc pozbyć się swoich najlepszych ludzi powinien trzymać się czterech wytycznych:

1. Rozgoryczaj;

2. Oszukuj;

3. Uzależniaj od siebie;

4. Prowadź wbrew ich sercu.

Rozgoryczaj - tzn. traktuj ich gorzej niż innych. Jeśli inni mają krzesła, im nie daj nawet taboretu. Faworyzuj miernoty, stawiając je za przykład. Promuj pochlebców i karierowiczów. Każ najlepszym pracować za darmo, odrabiać pańszczyznę. Zabieraj im projekt, który zainicjowali, i oddawaj w ręce swoich faworytów, którzy wprawdzie go zepsują, ale za to nieźle na tym zarobią. Ustanawiaj apodyktyczne miernoty jako przełożonych nad najlepszymi.

Oszukuj - stosuj wędkę z marchewką. Niech gonią marchewkę, ale niech nie mogą jej dogonić. Przedstaw fałszywy obraz organizacji i zasad jej funkcjonowania. Stosuj demagogię i pustosłowie.

Uzależniaj od siebie - wzbudzaj w najlepszych poczucie winy z powodu tego, kim nie są i czego nie potrafią. Chroń ich przed możliwościami wyboru. Odcinaj od relacji i "zbytecznej" wiedzy. Utrudniaj założenie rodziny. Przeciwstawiaj rodzinę firmie. Niech firma będzie ich "prawdziwą rodziną". Staraj się wywołać wrażenie, że sam wiesz najlepiej, do czego się nadają. Kieruj nimi według swoich potrzeb.

Prowadź wbrew ich sercu - jak ognia unikaj pytania o ich cele życiowe. Narzuć im swoje własne cele, i spraw, żeby uwierzyli, że realizacja tych celów stanowi konieczność dziejową/karmę/wolę Boga/imperatyw kategoryczny/obowiązek moralny... Niepotrzebne skreślić. Zlecaj im zadania niezgodne z predyspozycjami, a potem wzbudzaj poczucie winy ("no zobacz, jak beznadziejnie ci poszło"). Awansuj na poziom niekompetencji.

Stosując te cztery proste wytyczne w końcu osiągniesz sukces. Spowodujesz, że najlepsi odejdą. Odchodząc, wyniosą szeroko rozumianą wiedzę - nie tylko bogaty bagaż własnych doświadczeń, wiedzę o ludziach, pracujących w firmie, o relacjach tam panujących, ale również know-how - procedury, technologie itd.

wtorek, 23 grudnia 2014
Proroctwo - 2015 i następne lata

Kilka słów wprowadzenia.

Podobnie jak wiele normalnych osób mam pewnego rodzaju negatywny odruch słysząc słowo "proroctwo". Kojarzy mi się ono z megalomanią, bufonadą, wypowiadającym tajemnicze słowa siwobrodym, obłąkanym starcem odzianym w łachmany.

Wierzę jednak, że człowiek może (i powinien) mieć osobistą relację z Bogiem. Jak w każdej osobistej relacji, wiele dowiadujesz się o osobie, z którą taką relację utrzymujesz. Jeżeli zasługujesz na zaufanie, osoba taka wprowadza cię w świat swoich sekretów. Niekiedy pozwala Ci dzielić się niektórymi z nich z Twoim otoczeniem.

To właśnie zamierzam uczynić - podzielić się kilkoma rzeczami, o jakich usłyszałem od Króla Królów.

Ponieważ doświadczam osobistej relacji z Bogiem, mam dostęp do niektórych z Jego sekretów. Podzielę się niektórymi z nich, które zostały mi objawione w formie wizji, obrazów, wewnętrznych przeczuć bądź duchowego olśnienia w trakcie lektury Biblii. Rozumiem, że "człowiek zmysłowy nie przyjmuje rzeczy, które są z Ducha Bożego, gdyż są dla niego głupstwem" (1 Kor. 2:14). Nie przejmuję się tym, że to, co napiszę, wyda się komuś głupstwem. Problem nie leży bowiem w moim przekazie, ale w braku adekwatnych narzędzi do jego rozumienia po stronie odbiorcy.

Polska a Rosja

Nasza sytuacja jest niebezpieczna, ale nie beznadziejna. Jesteśmy jak turysta, który spotkał wygłodniałego i nieobliczalnego niedźwiedzia. Wierzę, że nie nadszedł jeszcze czas wojny. On nadejdzie, ale nie jest Bożą wolą, aby Polska została zaatakowana przez niedźwiedzia w czasie najbliższych 2-3 lat. Możemy przez modlitwę i pokutę oddalić od nas perspektywę wojny. Jezus powiedział: "miłujcie nieprzyjaciół waszych". Dobrze zrobimy, modląc się o Władimira Putina i jego otoczenie. Prośmy Boga, żeby docierała do niego dobra, pełna pokoju rada. Agresja i podboje nie są sposobem na budowanie potęgi państwa. Jeśli Putin będzie to rozumiał, nasze relacje z Rosją ułożą się lepiej. Aby to rozumiał, potrzebny jest wpływ Bożej łaski na umysł tego przywódcy.

Kryzys walutowy

To, co zaczęło się w Rosji, nie zatrzyma się na Rosji. Wkrótce globalny system ekonomiczny będzie przypominał rozhuśtane morze. Ceny walut będą pikować w górę i równie szybko osuwać się w dół. Taniejąca dziś ropa zacznie nagle drożeć, a jej ceny osiągną bardzo wysoki poziom. To jednak również nie potrwa długo.

Ta huśtawka doprowadzi do rozstroju systemu finansowego. W wielu miejscach na pewien czas ustaną dostawy do sklepów, bo nie będzie wiarygodnego pieniądza w obiegu. Warto jest już dziś zrobić zapasy żywności na 2-3 miesiące, aby, gdy rzeczy zaczną się dziać, nie bić się o towar w sklepach przepełnionych spanikowanym tłumem.

Globalna niestabilność

Wkraczamy w czas, w którym sytuacja na świecie przypominać będzie rozkołysane morze, na którym unosić się będą odłamki kry i fragmenty rozbitych statków. Rozbitkowie, którym grunt osunął się spod nóg będą na krótko chwytali się dryfujących odłamków po to tylko, aby odkryć, że nie dają one poczucia stabilności.

Mówiąc obrazowo, niektóre lądy będą tonąc, inne zaś wynurzać się. Zatonie wiele banków, firm, a nawet całych państw. Powstaną jednak nowe potężne firmy i organizacje, nowe państwa. Dojdzie do tego, że nawet przyroda odzwierciedlać będzie te zmiany. Zmieni się nie tylko kształt granic, ale kształt linii brzegowej. Globus w obecnej postaci straci swoją aktualność, gdyż wynurzą się nowe lądy, inne zanurzą się; pojawią się także duże pęknięcia tektoniczne, które zmienią fizyczną mapę świata. Katastrofy naturalne, które do tego doprowadzą przybiorą postać dotąd niewyobrażalną, pochłaniając miliony istnień ludzkich.

Ziemia będzie się otwierać i pochłaniać wody, wyschną wielkie rzeki, a gdzie indziej popłyną wody i niemal z dnia na dzień powstaną jeziora nie stworzone ręką ludzką.

Nie będzie miejsc stabilnych i niestabilnych. Sztuka życia w tych czasach polegała będzie na umiejętności przemieszczania się z jednego miejsca na drugie w odpowiednim czasie. Pewnym miejscom wyznaczony będzie czas stabilności i prosperowania.

Lud tych, którzy znają Boga, umocni się i będzie działał. Kościół chrześcijański pojawi się w nowej postaci, która będzie inna niż religijny, skostniały twór, jaki znamy pod tą nazwą. Skorupa formalizmu pęknie, i z jej wnętrza wypłynie najbardziej zdumiewające zjawisko. Będzie ono olśniewać swoim pięknem i emanować niezwykłym spokojem oraz miłością. Lud Jezusa stanie się naprawdę "światłością świata", pogrążającego się coraz bardziej w mroku i chaosie. Na ziemi zamanifestuje się Królestwo Boże - będzie ono przenikać biznesy, organizacje, kultury różnych narodów, a nawet państwa. Systemy spenetrowane przez Królestwo będą w nadprzyrodzony sposób prosperować pośród kryzysów i katastrof.

Europa pogrąży się w strasznej wojnie. Na południu powstanie imperium islamskie, na północy - imperium, przypominające Trzecią Rzeszę, z tym, że "rasą panów" będą Słowianie. Dojdzie do użycia broni nuklearnej na terenie Europy, i nie będzie to jednostkowy incydent, ale regularna wymiana ognia. W rezultacie dojdzie do tego, że marzeniem Europejczyków będzie wyemigrować do Afryki, ale będzie to mniej więcej tak trudne, jak dziś przedostanie się z Afryki do Europy. Ostatecznie w Europie powstanie jedno państwo, które będzie absolutnie najgorszym, najbardziej okrutnym i niesprawiedliwym imperium w historii świata. Jego władca będzie niepokonany aż do dnia, gdy przyjdzie mu zmierzyć się z powracającym na ziemię Królem Królów.

Polska przez pewien czas będzie miejscem schronienia i stosunkowo bezpiecznym obszarem. Duchowa przemiana, jaka nastąpi w naszym kraju będzie przez pewien czas budzić sensację na świecie. Naród polski obudzi się ze snu i zademonstruje, co to znaczy naród chrześcijański, Miejsce religijności zajmie twórcza ekspresja żywej relacji z Bogiem. W czasie burzy, jaka przychodzi na świat w tych ostatecznych czasach naród polski będzie jak giętkie drzewo - straci nieco liści, ale nie straci gałęzi, pnia ani korzenia. Gdy przyjdzie czas próby, będziemy przygotowani do tego, by ukryć się w bezpiecznym miejscu i przeczekać największą burzę w ukryciu.

10:38, metanoja
Link Dodaj komentarz »
piątek, 19 grudnia 2014
Kloss jako bohater bajki terapeutycznej

Ostatnio w związku ze śmiercią Stanisława Mikulskiego przez Polskę przetoczyła się fala dyskusji na temat dorobku zmarłego, a w szczególności znaczenia wykreowanej przez niego postaci Hansa Klossa.

Jedni w swoich wypowiedziach koncentrowali się na pozytywach. Ich słowa zabarwione były nostalgią i sympatią. Inni z kolei wskazywali na to, że "Stawka..." była narzędziem komunistycznej propagandy, przedstawiającym zafałszowany obraz wojennej rzeczywistości i dostarczającym ludowi rozrywki mającej na celu umocnienie lojalności wobec - "ludowej" skąd inąd - władzy. Mikulskiemu wypominano ponadto lojalność wobec komunistów, zwłaszcza w okresie stanu wojennego.

Moim zdaniem bliższe prawdy o Klossie, czterech pancernych i Franku Dolasie byłoby stwierdzenie, że byli oni bohaterami bajek terapeutycznych. Smutna prawda jest taka, że w czasie drugiej wojny światowej najpierw rozjechali nas czołgami Niemcy, a później zgwałcili i obrabowali Sowieci. Nieliczne zdesperowane jednostki stawiające im opór zginęły w katowniach. Jako naród rzecz jasna czuliśmy się z tym niezbyt dobrze. Na szczęście zaserwowano nam trochę bajek terapeutycznych, w których to my rozjeżdżamy Niemców czołgami, a Rosjanie wcale nas nie rabują i nie gwałcą, tylko dzielnie walczą z nami przeciwko naszym faszystowskim wrogom. Prawda? Nieprawda. Ale w tamtym momencie nie potrzebowaliśmy prawdy, tylko morfiny. Dlatego nie bądźmy zbyt surowi dla bohaterów tych bajek.

wtorek, 18 listopada 2014
Determinacja

"A gdy minął szabat, Maria Magdalena i Maria Jakubowa, i Salome nakupiły wonności, aby pójść i namaścić Go. I bardzo rano, skoro wzeszło słońce, pierwszego dnia tygodnia poszły do grobu. I mówiły do siebie: Któż nam odwali kamień do drzwi grobu? A gdy spojrzały, zauważyły, że kamień był odwalony; był bowiem bardzo wielki" (Ewangelia św. Marka 16, 1-4)

Grupa słabych kobiet wybiera się do grobu człowieka, brutalnie zamordowanego przez polityczne i religijne władze ich kraju. Ich czyn z pewnością nie zostanie pochwalony ani przez religijnych przywódców, ani przez Rzymian. Aprobatę mógłby wyrazić Jezus - niestety, On jest tym zamordowanym człowiekiem. Leży w grobie, a Jego uczniowie rozproszyli się bądź ukryli z obawy przed gniewem społeczeństwa wiernego wskazówkom religijnych liderów.

Wyprawa do grobu naraża kobiety na niezrozumienie i gniew zarówno ze strony władz, jak i sąsiadów. Ale to nie wszystko. Przy grobie znajdują się strażnicy, rzymscy żołnierze. Nie wiadomo, jak zareagują. Może zechcą wykorzystać sytuację, licząc na to, że nikt nie będzie bronił kobiet związanych z człowiekiem, którego żydowska starszyzna uznała za zwodziciela? I ten kamień. Ważący pewnie ze dwie tony okrągły głaz, umieszczony na kamiennej, pochyłej prowadnicy. Aby zamknąć nim wejście grobu, wystarczyło usunąć zatrzymujący go klin. Odsunięcie głazu wymaga pokonania bezwładności oraz grawitacji. Połączone siły trzech kobiet nie wystarczą, aby to uczynić.

Kobiety jednak nie kalkulują. Nie zważają na zagrożenia ani pozornie niemożliwe do pokonania przeszkody. Prą naprzód, aby uczynić to, co słuszne i właściwe w oczach Wszechmogącego Boga, którego Syn spoczął w grobie. Intuicyjną wiarą wyczuwają, że nie idą same. Każdy krok w stronę grobu to akt wiary, przyciągający Bożą uwagę i aktywizujący Bożą moc do działania.

Kobiety pytają: "Kto nam odwali kamień?" Ich pytanie wyraża ciekawość, a nie wątpliwość. Pytają niczym Maria wobec archanioła Gabriela zwiastującego poczęcie Jezusa: "Jak się to stanie?" Jej pytanie było wyrazem ciekawości, dotyczyło technicznej strony zagadnienia. Podobne pytanie zadał Zachariasz. Brzmiało identycznie, ale wyrażało niewiarę. "Jestem za stary. Jak mogłoby się to stać? Nie, to chyba nie nastąpi". Nastąpiło, ale niewiara została skarcona.

Pytanie kobiet idących do grobu jest pełne wiary. "Tak, ktoś na pewno to zrobi. Bóg już o to zadba. Tylko kto to będzie, i jak tego dokona?"

Słowo to zachęca mnie do tego, by przeć do przodu. Nieważne, co sądzą ludzie. Nieważne, jak niepopularny wśród władz i społeczeństwa jest Ten, którego wybrałem. Nieważne jest nawet to, że okoliczności wyglądają tak, jakby nie było Go wśród żywych. Jak gdybym został sam z moim podziwem dla Niego i moją wiarą w to, że to właśnie On, i nikt inny. Nic się nie liczy, nic mnie nie obchodzi. Idę do Ciebie, Chryste. Idę namaścić Cię moim uwielbieniem dla Ciebie, choćby na drodze mieli stanąć wszyscy Rzymianie, faryzeusze i lita skała. Wiem, że wiara przyciąga Twą uwagę i Twoją rękę, a ci, którzy ufają do końca, ostatecznie natrafiają na cud otwartego grobu, i dobrą nowinę. Tego się spodziewam, bez względu na to, co napotkam po drodze. Amen.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 8