RSS
czwartek, 29 listopada 2018
Maszal, czyli królowanie

„Maszal”. To hebrajskie słowo ma dwa znaczenia. Po pierwsze – oznacza ono przypowieść lub przysłowie. Liczba mnoga to miszle, zaś Miszle Szlomo to tytuł biblijnej Księgi Przysłów czy też Przypowieści Salomona. Drugie znaczenie słowa maszal to „królowanie”. Pismo Święte Nowego Testamentu mówi nam, że wolą Bożą dla naszego życia jest to, byśmy królowali w życiu.

List do Rzymian 5:17

„Albowiem jeśli przez upadek jednego człowieka śmierć zapanowała przez jednego, o ileż bardziej ci, którzy otrzymują obfitość łaski i daru usprawiedliwienia, królować będą w życiu przez jednego, Jezusa Chrystusa.”

Myśl tutaj zawarta jest następująca: pierwszy człowiek upadł, i wskutek jego upadku zapanowała śmierć. Przyszedł jednak ktoś, kto nas wykupił – Jezus Chrystus. Ci, którzy Go przyjmują, przyjmują zarazem obfitość łaski i daru usprawiedliwienia, dzięki któremu będą „królować w życiu”.

Jezus Chrystus powiedział w Ewangelii Jana 10:10, że złodziej (diabeł) przychodzi tylko po to, żeby kraść, zabijać i niszczyć, natomiast On, Jezus, dobry Pasterz, przychodzi po to, aby owce jego miały życie i obfitowały.

Chrystus chce wyzwolić nas z życia porażki, śmierci, niedostatku i niepowodzenia. Upadłe życie, które dziedziczymy w spadku po praojcu Adamie, życie porażki i niepowodzenia nie jest tym, co Bóg dla nas zaplanował. Jest wielu chrześcijan, którym Boża wola kojarzy się z nieszczęściem, brakiem, porażką i niepowodzeniem, ale oni są oszukani. Jezus powiedział: „Baczcie, żeby was ktoś nie zwiódł”. Niektórzy ulegli zwiedzeniu i uwierzyli, że Bóg jest przyczyną chorób, niedostatku i ogólnie życiowych niepowodzeń. Tak myślą ludzie zwiedzeni, tacy, których obraz Boga nie jest oparty o Boże Słowo.

Bóg chce, abyśmy mieli życie i obfitowali. Jego wolą jest, abyśmy królowali w życiu przez Jezusa Chrystusa.

Autor Księgi Przypowieści – król Salomon z pewnością wiedział coś o królowaniu. Był synem wyjątkowego króla Dawida. Jego ojciec Dawid osiągnął pozycję królewską startując z bardzo niskiej pozycji. Na progu swej kariery był ósmym spośród siedmiu synów Isajego. To nie przejęzyczenie – Dawid był wykluczony z grona braci, spychany do upokarzających zajęć i zarazem odsuwany od zajęć zaszczytnych. A jednak – dzięki wyjątkowemu sercu, dzięki pewnym cechom charakteru oraz udzielonej mu przez Boga mądrości osiągnął godność królewską i wprowadził swój kraj na drogę powodzenia i potęgi.

Dawid przekazał berło swojemu synowi Salomonowi, który uczynił Izrael mocarstwem. Nigdy przedtem, ani nigdy potem państwo żydowskie nie prosperowało tak, jak za czasów Salomona. Dlaczego tak się stało?

Pismo Święte mówi, że u progu swoich rządów Salomon stanął przed Bogiem, i złożył mu hojną ofiarę. A gdy w odpowiedzi ukazał mu się Pan i powiedział: „Proś, co ci mam dać?”, młody król poprosił o mądrość. I tę mądrość otrzymał, a wraz z nią bogactwo, szczęście i powodzenie w walce przeciw wrogom. To nie korzystne zewnętrzne uwarunkowania, ale mądrość Salomona jako władcy spowodowała, że Izraelowi tak się powodziło za jego dni.

Uważam, że jedną z przyczyn (na pewno nie jedyną), dla których Żydzi są tak wpływowym i znaczącym narodem, jest mądrość, jaką w tym narodzie zaszczepił król Salomon.

Moim marzeniem jest, aby zaszczepić tę samą mądrość – po pierwsze – w sobie samym. Chcę królować w życiu, chcę, żeby mi się powodziło. Chcę żyć w dostatku, chcę żyć w zdrowiu, chcę mieć zdrowe relacje z otoczeniem, i chcę taki zdrowy model życia przekazać w spadku moim dzieciom.

Po drugie – chcę tę mądrość zaszczepić w Tobie, który czytasz te słowa. Wierzę, że jeżeli to czytasz, to najprawdopodobniej należysz do królewskiego rodu. Jesteś synem, córką króla. Skąd wiem? Podobne przyciąga podobne. My, wierzący w Jezusa Chrystusa, stanowimy królewską rodzinę. Ale to, że należymy do rodziny Króla nie powoduje, że automatycznie zachowujemy się po królewsku. Jest w nas dużo żebractwa i sieroctwa. Chcę, żebyśmy wspólnie uczyli się życia zgodnego z naszą królewską tożsamością, życia królewskiego.

Oby przesłanie o królowaniu za sprawą Ducha Świętego ożyło w naszych uszach i sercach, i przemieniło nas w taki sposób, że zaczniemy być rozpoznawani jako królowie. Zaczniemy wzbudzać respekt, a nie politowanie. Tak nam dopomóż Bóg.

piątek, 10 sierpnia 2018
Studnia jest obok ciebie

Rozważanie Bożego Słowa, zatytułowane „Studnia jest obok ciebie” zaczniemy od przytoczenia fragmentu z Księgi Rodzaju (Pierwszej Księgi Mojżeszowej) 21, wersety od 8 do 21:

21:8 A gdy dziecię podrosło i zostało odstawione od piersi, Abraham wyprawił wielką ucztę w dniu odstawienia Izaaka.

21:9 A gdy Sara ujrzała, że syn Hagar, Egipcjanki, którego ta urodziła Abrahamowi, szydzi z jej syna Izaaka,

21:10 Rzekła do Abrahama: Wypędź tę niewolnicę i jej syna, nie będzie bowiem dziedziczył syn tej niewolnicy z moim synem Izaakiem!

21:11Słowo to bardzo nie podobało się Abrahamowi ze względu na jego syna.

21:12 Lecz Bóg rzekł do Abrahama: Niech ci to nie będzie przykre, co się tyczy chłopca i niewolnicy twojej. Cokolwiek ci powie Sara, posłuchaj jej, gdyż tylko od Izaaka nazwane będzie potomstwo twoje.

21:13 Jednakże i z syna niewolnicy uczynię naród, bo jest on potomkiem twoim!

21:14 Wstał więc Abraham wcześnie rano, a wziąwszy chleb i bukłak z wodą, dał Hagar, włożył to wraz z dzieckiem na jej barki i odprawił ją. A ona poszła i błąkała się po pustyni Beer-Szeby.

21:15 A gdy wyczerpała się woda z bukłaku, porzuciła dziecko pod jednym z krzaków.

21:16 Potem odszedłszy, usiadła naprzeciw w odległości, jak łuk doniesie, mówiąc: Nie chcę patrzeć na śmierć dziecka. Siadła więc naprzeciw i głośno płakała.

21:17 I usłyszał Bóg głos chłopca, i zawołał anioł Boży na Hagar z nieba, i rzekł do niej: Cóż ci to, Hagar? Nie bój się, bo Bóg usłyszał głos chłopca tam, gdzie jest.

21:18 Wstań, podnieś chłopca i ujmij go ręką swoją, bo uczynię z niego naród wielki.

21:19 I otworzył Bóg oczy jej i ujrzała studnię z wodą, a poszedłszy, napełniła bukłak wodą i dała chłopcu pić.

21:20 I był Bóg z chłopcem, a gdy podrósł, zamieszkał na pustyni i był łucznikiem.

21:21 Mieszkał on na pustyni Paran; a matka jego wzięła dla niego żonę z ziemi egipskiej.

Sytuacja Hagar

Powyższy fragment opowiada historię wypędzenia niewolnicy Hagar. Uważam, że wbrew pozorom Hagar to bardzo pozytywna postać. W liście do Galatów czytamy wprawdzie, że jej wypędzenie stanowi ilustrację rozprawienia się przez Boga z duchową niewolą, i przez to możemy mieć wrażenie, że Hagar jest jakąś złą osobą, ale wcale tak nie jest. Widzę w niej osobę, o którą Bóg się troszczy, i która ma nieustannie doświadczenia z Bożymi aniołami. Hagar ciągle rozmawia z aniołami, i otrzymuje Boże obietnice. Oczywiście, linia Bożego przymierza omija Hagar, ale nie zmienia to faktu, że jej życie mówi o Bożej opiece.

Wypędzenie było dla Hagar bardzo traumatycznym przeżyciem. Po pierwsze – nagle została pozbawiona wszystkiego, co znane i stabilne. Utraciła źródło zaopatrzenia i znalazła się na pustyni, mając jedynie chleb i bukłak z wodą.

Po drugie – doświadczyła ogromnego odrzucenia ze strony Abrahama, który był ojcem jej dziecka. Czuła się odrzucona nie tylko przez ludzi mających autorytet w jej oczach, ale również przez samego Boga.

Hagar i nasze zmagania

Wiele osób znajduje się w sytuacji podobnej do tej, w jakiej znalazła się Hagar. Podobne sytuacje to np:

  • Utrata źródła utrzymania. Np. nagła utrata pracy. Poczucie, że ma się niewielkie zasoby, które w dodatku szybko się kurczą.
  • Poczucie odrzucenia przez znaczącą osobę, np. ojca. Albo poczucie odrzucenia przez Boga, związane z upadkiem. Wszyscy upadamy, ale niektóre upadki pociągają za sobą zmianę w tym, jak dana osoba jest postrzegana przez otoczenie. Skazanie za przestępstwo i pójście do więzienia, albo w mniejszym stopniu rozwód.
  • Zerwanie więzi rodzinnych i utrata relacji, jakie się dotychczas miało.

Co się dzieje z osobą w takiej sytuacji?

Po pierwsze – utrata źródła utrzymania wywołuje przerażenie i lęk o przyszłość. Hagar z przerażeniem obserwowała, jak błyskawicznie wyczerpują się zapasy wody, z którymi wyprawił ją Abraham.

Kolejną reakcją Hagar była rozpacz.

Hagar zapomniała, że jakiś czas przedtem (I Mojż 16) sama uciekła przed Sarą i spotkała anioła Pańskiego, który powiedział jej, że urodzi syna, że nazwie go Ismael, i że ten syn stanie się potężnym narodem. Wówczas Hagar nazwała miejsce spotkania z aniołem Pana „studnią Żyjącego, który mnie widzi”.

Ale tym razem rozpacz spowodowała utratę nadziei. Hagar zapomniała o spotkaniu z aniołem Pana, zapomniała o obietnicach dotyczących jej syna, zapomniała o tym, że sama nazwała Boga „Żyjącym, który mnie widzi”, wreszcie – zapomniała o studni. Nadzieja jest właściwą perspektywą życiową, pozwalającą nam normalnie funkcjonować. Nadzieja to radosne oczekiwanie dobrych rzeczy, które zwieńczą okres próby, przez jaki obecnie przechodzimy.

Nadzieja jest oparta o objawienie Boga, i pozwala widzieć obecną sytuację w kontekście tego objawienia. Nadzieja pozwala zachować duchowy wzrok i dostrzec rozwiązanie, które przygotował Bóg. Rozpacz natomiast powoduje utratę nadziei, a co za tym idzie – utratę duchowego wzroku.

Co zrobić, aby wydostać się z rozpaczy i beznadziei? Głos ziemi i głos z nieba.

Po pierwsze – pomaga nam w tym słyszenie głosu z nieba. W wersecie 17 czytamy: „i zawołał anioł Boży na Hagar z nieba”. Głos niosący nadzieję rozlega się z nieba, a nie z ziemi. Głos ziemi to twoja sytuacja oceniana z ziemskiej perspektywy.

  • Co mówi głos ziemi? „Abraham cię wypędził”. Wypędzono cię. Uznano, że się nie nadajesz. Że nie pasujesz. Że nie rokujesz. Pozbyto się ciebie.
  • Co jeszcze mówi głos ziemi? „Masz dziecko na swoich barkach.” Utrzymanie twojej rodziny spoczywa na twoich barkach. Ciężko jest chodzić z dzieckiem na barkach. Nie masz swobody. Musisz nieść brzemię utrzymania swojego dziecka, albo swojej rodziny.
  • Co jeszcze mówi głos ziemi? „Masz tylko chleb i bukłak z wodą”. Twoje zasoby są ograniczone i zaraz się wyczerpią. Gdy woda w bukłaku się skończy, przyjdzie ci umrzeć z pragnienia.
  • Co jeszcze? „Błąkasz się po pustyni”. Nie masz celu, kierunku, ani przewodnika. Nikt cię nie prowadzi. Nikogo nie obchodzi, czy w ogóle gdzieś dojdziesz.

Widzimy wyraźnie, że głos ziemi jest dołujący. Słuchając głosu ziemi, możemy tylko wykopać sobie dół w ziemi i się w tym dole położyć, czekając, aż ktoś nas zasypie.

Chwała Bogu za to, że jest inny głos. Głos nieba.

„i zawołał anioł Boży na Hagar z nieba”. Z nieba! Alleluja.

  • Głos z nieba mówi: „Cóż ci to, Hagar?” Co ci jest? Ktoś zauważył twoje cierpienie i pyta, jak się czujesz. Niebo dopytuje się o ciebie.
  • Głos z nieba mówi: Nie bój się, bo Bóg usłyszał głos chłopca tam, gdzie jest. Nie bój się. Nie masz powodu się bać. Nie poddawaj się czarnym myślom. Czarny scenariusz się nie ziści. Tak mówi niebo. Niebo widzi twoje cierpienie, słyszy twoje westchnienia i twój płacz.
  • Głos z nieba mówi: Wstań, podnieś chłopca i ujmij go ręką swoją. Wstań. Głos nieba cię podnosi. Jeżeli upadłeś, wstań. To polecenie niesie w sobie siłę. Religia wymaga, żebyś wstał, i potępia cię, jeżeli nie wstajesz. Religia potępia cię za twoją niemoc. Ale głos nieba jest inny. Gdy słyszysz „wstań” płynące z nieba, to wraz z nim przychodzi siła, aby wstać. Gdy Jezus powiedział do człowieka przy sadzawce Betezda „wstań, weź łoże swoje i chodź”, to wraz z tym poleceniem przyszła moc, aby dokonać niemożliwego. Głos nieba mówi ci „wstań”.
  • Głos z nieba mówi: „podnieś chłopca”. Nie skupiaj się na sobie. Powstań sam, i podnieś innych. Ci, którzy są wokół ciebie również potrzebują podniesienia. Bóg nie tylko daje ci siłę aby samemu powstać, ale daje ci siłę, aby podnieść innych.
  • „ujmij go ręką swoją.” Ręka mówi o panowaniu, o autorytecie, o sprawczości. Ludzie, którzy zbyt długo przypatrywali się swoim ziemskim okolicznościom czują się bezsilni. Słuchanie głosu nieba przywraca nam poczucie sprawczości: „tak, mogę!” „tak, uda mi się!” Tak, jestem w stanie dokonać wszystkiego, o czym mówi do mnie Bóg! Mam siłę, aby tego dokonać. Mam siłę, aby ująć ręką to, co do mnie należy, i zacząć tym zarządzać. Moja ręka będzie rządziła, moja ręka będzie pracować, moja ręka będzie kierować.
  • „bo uczynię z niego naród wielki.” Nadzieja na przyszłość. Kłamstwo o tym, że skończą ci się zasoby i umrzesz na pustyni rozwiewa się. Jest przed tobą przyszłość. „uczynię z niego naród wielki”. To, co nosisz w sobie nie umrze, ale będzie żyło, i pomnoży się. Nie tylko się pomnoży, ale bardzo się pomnoży. Nie „jakiś naród”, ale „naród wielki”. Bóg odnajduje cię na pustyni, z bukłakiem, w którym prawie nie ma wody, i zaskakuje cię wielkimi rzeczami. Mówi do ciebie o wielkich rzeczach!
  • Gdy słuchasz głosu z nieba, wówczas wydarza się cud. Czytamy o tym w wersecie 19: I otworzył Bóg oczy jej i ujrzała studnię z wodą, a poszedłszy, napełniła bukłak wodą i dała chłopcu pić. Bóg otwiera twoje oczy i nagle widzisz studnię, która cały czas była w zasięgu wzroku, ale twoim oczom brakowało światła, i nie mogłeś dostrzec tej studni. Tymczasem studnia jest obok ciebie!

Bóg się troszczy. On umieścił obok ciebie studnię, z której możesz wydobyć rozwiązanie dla swojej aktualnej sytuacji. Potrzeba jedynie nastroić się na odpowiedni głos.

Panie Jezu, decyduję się zaprzestać słuchania głosów ziemi, i nastroić moje serce na słuchanie głosu nieba. Uczyń mojego ducha wrażliwym na głos nieba, na głos twego Ducha. Składam u twoich stóp wszystkie te krzyczące, niepokojące mnie myśli, które przynoszą jedynie zamieszanie i depresję. Wyrzekam się ich i postanawiam nie dawać im więcej miejsca. Przyjmuję twoje myśli i postanawiam się nimi napełniać. W imieniu Jezusa Chrystusa – amen.

Natura nie znosi pustki, twój umysł też. Oto kilka myśli, nad którymi możesz medytować.

Pan Jezus żył w świecie nieograniczonych zasobów. Gdy potrzebował zapłacić podatek, był w stanie dostrzec monetę podatkową w pyszczku ryby, pływającej w pobliskim jeziorze, i posłać Piotra, aby tę rybę złowił. Gdy potrzebował osiołka, był w stanie dostrzec go w pobliskiej wiosce, i posłać uczniów, aby go przyprowadzili. Gdy potrzebował chleba dla tysięcy swoich słuchaczy, był w stanie dostrzec obfitość w małej porcji chleba i ryb.

Podobnie jak On żyjesz w świecie nieograniczonych zasobów. Twoja studnia jest obok ciebie. Wystarczy ją dostrzec, wstać, podejść i naczerpać wody.

Nowe przymierze, jakie Bóg zawarł z nami przez ofiarę Jezusa złożoną na krzyżu obejmuje pełne zbawienie naszej duszy, przebaczenie wszystkich grzechów. Bóg nie tylko odpuszcza nasze grzechy, ale – jak czytamy w I Jana – oczyszcza nas od wszelkiej nieprawości, tzn. usuwa z naszego życia korzeń grzechu i powoduje, że przestajemy grzeszyć. Jezus poniósł nasze choroby, nasze cierpienia wziął na siebie. Nie musimy nosić naszych chorób, w ranch i sińcach Jezusa mamy zagwarantowane uzdrowienie z chorób i pełne zdrowie. Ale to nie wszystko. Kolejnym dobrodziejstwem płynącym z ofiary Jezusa jest uwolnienie z długów i życie w obfitości. Apostoł Paweł pisze w 2 Kor. 8:9 „Albowiem znacie łaskę Pana naszego Jezusa Chrystusa, który, będąc bogatym, stał się dla nas ubogim, abyśmy jego ubóstwem ubogaceni zostali”. Jego nagość i ogołocenie na Golgocie zapewniają nam ubogacenie, i to nie tylko w dobra duchowe, ale również ubogacenie materialne. Ofiara Jezusa oznacza dla nas wyzwolenie z długów i niewoli ubóstwa.

Psalm 103:1-5 brzmi tak: „Błogosław, duszo moja, Panu I wszystko, co we mnie, imieniu jego świętemu! 2Błogosław, duszo moja, Panu I nie zapominaj wszystkich dobrodziejstw jego! 3On odpuszcza wszystkie winy twoje, Leczy wszystkie choroby twoje.4 On ratuje od zguby życie twoje; On wieńczy cię łaską i litością.5 On nasyca dobrem życie twoje, Tak iż odnawia się jak u orła młodość twoja.” Bóg nie tylko odpuszcza wszystkie twoje winy i leczy wszystkie twoje choroby. On również „nasyca dobrem życie twoje”. Rozważaj to. Medytuj nad tym. Wypowiadaj te myśli na głos. To jest prawda. Bóg już cię ubogacił. Bóg nasyca dobrem twoje życie. Bóg umieścił obok ciebie studnię, z której możesz skorzystać. Medytując nad Słowem Bożym będziesz w stanie ją dostrzec, i zaczniesz poruszać się w świecie nieograniczonych zasobów, pić z nieustannie opływającego kielicha, o którym Dawid mówi w Psalmie 23, i nigdy już nie powiesz że masz za mało albo że ci nie wystarczy.

Studnia jest obok ciebie! Dostrzeż ją – w imieniu Jezusa Chrystusa. Błogosławię Cię w Jego imieniu.

12:01, metanoja
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 24 kwietnia 2018
Pięć i pół roku bycia przedsiębiorcą

W 2012 r. założyłem moją pierwszą firmę. Obecnie nadal prowadzę działalność, choć po drodze były przerwy. Zadaję sobie pytanie: co zmieniło się w moim postrzeganiu przedsiębiorczości przez ten czas?

Przed rozpoczęciem działalności miałem dość blade pojęcie o tym, jak działa rynek. Wydawało mi się, że prowadzenie firmy i zarabianie pieniędzy jest dużo łatwiejsze. Okazało się inaczej. Prowadząc własną firmę dużo dowiedziałem się o sobie samym, o własnych ograniczeniach i słabościach.

Pozbyłem się strachu przed brakiem pieniędzy, zwolnieniem z pracy, przed tym, że coś nie wyjdzie tak, jak zaplanowałem. W życiu rzadko sprawy idą zgodnie z planem. Nie znaczy to, że plan jest niepotrzebny. Owszem, potrzebujemy go, ale nie możemy się zanadto do niego przywiązywać. Trzeba go nieustannie modyfikować. Ważniejsza od planu jest w miarę sprecyzowana wizja miejsca, do którego chcemy dojść. Jeżeli jej nie mamy, to trudno będzie wykrzesać z siebie zapał niezbędny do zmiany. Jeżeli nie wiem, gdzie chcę się znaleźć, to nie jestem w stanie ocenić, czy miejsce, w którym się znajduję, jest stanem docelowym czy też jedynie etapem na drodze do celu (a może nawet ślepą uliczką?).

Po ponad pięciu latach od rozpoczęcia działalności gospodarczej mogę powiedzieć, że mentalnie stałem się przedsiębiorcą. Nawet, jeżeli pracuję na etacie to myślę jak ktoś, kto jest na własnym rozrachunku. Pensja to jeden ze składników mojego przychodu, zaś na obowiązki pracownicze patrzę tak, jak na zobowiązanie wobec zleceniodawcy. Aktywa, pasywa, przychód, koszty.

Przestałem się bać zadawania pytań, pisania pism, składania wniosków. Łatwiej przychodzi mi mówienie tego, co myślę, i przyjmowanie do wiadomości opinii innych na mój temat. Zacząłem brzydzić się obwinianiem innych o moje problemy. Nie obwiniam szefa ani rządu o to, że coś mi nie wychodzi. To trudne, ale muszę przyznać, że miejsce, w którym się znalazłem to rezultat moich wyborów. Nikt nie przejął władzy nad moim życiem i nie decydował za mnie, gdy popełniałem głupstwa. Owszem, spotkałem ludzi niegodnych zaufania i nieuczciwych, którzy mnie wykorzystali, ale nawet ich nie obwiniam. Dlaczego miałbym zatruwać samego siebie toksyną nieprzebaczenia i obwiniania innych? Chcę żyć, i dojść do miejsca, które widzę oczami serca. Nie dojdę tam, karmiąc się trucizną. Dlatego oddaję w ręce Boga los tych, którzy mnie zawiedli. Jestem spokojny, skupiony na celu, zdeterminowany, wolny. Opuściłem wzgórze i zszedłem w dolinę. Przede mną kolejny szczyt. Dojdę tam.

13:19, metanoja
Link Dodaj komentarz »
piątek, 03 marca 2017
Wracając do kraju

Przeczytałem dzisiaj wpis w blogu pewnej osoby, mieszkającej na stałe w Wielkiej Brytanii, która wróciła do Polski i była bardzo negatywnie zaskoczona wszystkim, począwszy od porzuconej walizki na lotnisku, zepsutego automatu, na ludzkiej nieuprzejmości kończąc. kłoniło mnie to do zastanowienia się nad tym, dlaczego Polakom wracającym z zagranicy nasz kraj jawi się w najczarniejszych barwach.

Oczywiście, częściowo jest tak dlatego, że mieszkając tu przyzwyczajamy się uznawać za normę coś, co nią nie jest. Odwiedzamy bogatsze i lepiej zorganizowane kraje, zamieszkałe przez społeczeństwa dotknięte traumą w mniejszym stopniu, nie rozjechane przez Hitlera, nie borykające się z myślą, że na naszej ziemi okupanci dokonali zbrodni budzącej do dziś przerażenie całego świata. Porównujemy się z Wielką Brytanią, Niemcami, USA. Nie podróżujemy zbyt często do Sudanu Południowego, Ugandy, Mozambiku, Wietnamu, czy choćby Indii lub Chin. Gdybyśmy pojechali np. do wspomnianego Sudanu Południowego moglibyśmy doświadczyć życia w kraju, gdzie nie ma dróg, elektryczności, a w razie napadu, pożaru czy choroby nie można zadzwonić pod 112 i wezwać odpowiednich służb, można najwyżej pożyczyć karabinek AK47 od chłopca pasącego bydło i bronić się samemu, ale jeśli kogoś przy tym zastrzelimy, i jakimś cudem dowie się o tym policja, to grozi nam osadzenie w koedukacyjnej celi z 40 spoconymi zbirami, bez łazienki i toalety. Osobie wracającej do Polski po takim doświadczeniu uszkodzony automat biletowy z pewnością nie wydawałby się wielkim problemem.

Dwa razy wracałem do kraju po kilkumiesięcznym pobycie za granicą i dobrze pamiętam swoje spostrzeżenia i uczucia - zdziwienie na widok odpłatnej toalety publicznej na dworcu (bo we Włoszech były bezpłatne) czy zdumienie, że wszyscy się ze mnie szyderczo śmieją, bo w trakcie wywiadówki zadałem pytanie o to, czy wiek dziecka określamy rocznikowo czy według daty urodzenia. Cóż, wielu Polaków wierzy, że "Kto pyta, ten głupi".
Ale pamiętam też przykre niespodzianki za granicą. Na przykład pewnego razu umówiłem się z kimś przed sądem. Okazało się jednak, że budynek sądu w południowych Włoszech był całkowicie niedostępny, otoczony wojskiem i pojazdami pancernymi. Gdy przez chwilę stałem przed wejściem, zaraz podeszli do mnie smutni panowie i zaczęli mnie wypytywać o różne rzeczy. Zaskoczył mnie wpływ, jaki mafia wywiera na życie południowych Włoch. Zanim się tam znalazłem myślałem, że mafia to taki element lokalnego folkloru, utrwalony za granicą stereotyp, który nie ma pokrycia w rzeczywistości, coś w rodzaju sielskich obrazków z polskiej wsi z wozami zaprzężonymi w konie i dziewczętami w kolorowych strojach regionalnych. Tymczasem okazało się, że mafia rzeczywiście istnieje, puka do ciebie, zaczepia cię, otacza cię. Przykra niespodzianka.
W USA spotkało mnie całe mnóstwo przykrych sytuacji, związanych z nieprzystosowaniem do tamtejszych warunków. Nie wiedziałem np., że na przedmieściach się nie spaceruje, że wszędzie jeździ się samochodem, że samochodu nie wypożyczy się za gotówkę, że połączenia kolejowe między miastami są rzadsze niż w czasach westernów, że nie jedzie się późnym popołudniem do śródmieścia, bo jest ono całkowicie puste, a jedynymi ludźmi, jakich wówczas można spotkać na ulicach są narkomani, drobni przestępcy oraz chorzy psychicznie (bo państwo prowadzi politykę integrowania ich ze społeczeństwem i niedyskryminacji).
Istnieje coś takiego jak szok kulturowy. Polega on na tym, że trafiając do nieznanego kraju doświadcza się najpierw euforii, potem euforia opada i przeradza się w głęboką awersję. Na koniec procesu jesteśmy przystosowani. Powrót do kraju pochodzenia wiąże się z podobnym zjawiskiem. Będąc na emigracji tworzymy w naszej (pod)świadomości idylliczny obraz Ojczyzny, przedmiotu naszych tęsknot i westchnień. Wracamy, i ten idylliczny obraz zostaje skonfrontowany z rzeczywistością. W rezultacie jesteśmy zniechęceni, narzekamy na Polskę, która jawi się nam jako straszne miejsce, niemal piekło na ziemi. Trzeba to przetrwać i się przyzwyczaić.

Tagi: USA Włochy
09:43, metanoja
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 09 czerwca 2016
Geniusz Żydów - uwagi o książce Kłopotowskiego

Ostatnio przeczytałem książkę Krzysztofa Kłopotowskiego pt. "Geniusz Żydów. Na polski rozum", wydawnictwo - a jakże - Fronda, wstęp - a jakże - Rafał A. Ziemkiewicz.

Książka bardzo pozytywnie mnie zaskoczyła. Autor podszedł do tematu w sposób zupełnie nieoczekiwany, wyłamując się poza schematy pisania o Żydach, z jakimi dotychczas się spotkałem. Wszystko, z czym dotąd zetknąłem się na temat narodu wybranego (może poza Biblią) wpasowywało się w jeden z trzech modeli:

Model 1. Podejście antysemickie: Żydzi są źli, więc wszystko, co o nich pisze się z tej perspektywy jest nasączone jadem i nienawiścią.

Model 2. Podejście filosemickie: Żydzi są Narodem Wybranym przez Boga, i wszystko, co się o nich pisze z tej perspektywy tchnie idealizmem.

Model 3. Podejście lewicowe: Żydzi są tacy sami jak wszyscy inni, i w związku z tym należy zaprzeczać istnieniu czegoś takiego jak żydowska wyjątkowość - czy to w postaci geniuszu, iskry Bożej, boskiego wybrania, czy też wyjątkowości diabolicznej. Według tego podejścia Żydów nie należy ani gloryfikować, ani demonizować. Są zwykłymi ludźmi.

Kłopotowski nie wpisuje się w żaden z powyższych modeli. Punktem wyjścia dla jego refleksji jest spostrzeżenie, że Żydzi są wyjątkowi. Stanowią dwa promile ludności świata. Zdobyli 23 procent nagród Nobla. Wyjątkowość Żydów ma swoje ciemne i jasne strony, o których autor pisze obszernie i wnikliwie. Obserwacja Żydów prowadzi go do wniosku, że my - jako Polacy - powinniśmy uczyć się od potomków Izraela. Uczyć się od nich stosunku do pieniądza, wiedzy i bogactwa, solidarności, twardej obrony swoich interesów, przetrwania we wrogim środowisku. Najwięcej nauczymy się przez bliski kontakt i konieczność radzenia sobie z żydowską "hucpą" w osobistych relacjach z sąsiadem - Żydem. Dobrze więc nam zrobi sprowadzenie pół miliona Żydów do Polski.

Największe chyba wrażenie z całej tej błyskotliwej książki zrobiła na mnie analiza programu ideowego New York Timesa i jego zbieżności z programem środowiska "Gazety Wyborczej". Dlaczego NYT i GW: 1) wpajają poczucie winy za kulturę przenikniętą antysemityzmem, która umożliwiła Holokaust? 2) ośmieszają i zwalczają Kościół katolicki? 3) dążą do oczyszczenia sfery publicznej z chrześcijaństwa? 4) Podważają spoistość społeczeństwa chrześcijańskiego przez szerzenie indywidualizmu i relatywizację wartości? 5) Propagują wielokulturowość i masową imigrację? 6) Kwestionują dumę narodową kraju gospodarza jako przejaw patologicznego nacjonalizmu? 7) Propagują swobodę obyczajową, zwłaszcza seksualną?

Odpowiedź jakiej udziela autor znajdziecie w książce, którą gorąco polecam każdemu zainteresowanemu tematem.

 

czwartek, 19 listopada 2015
Jezus Chrystus

Jezus Chrystus

Syn Boży

Syn Człowieczy

Pomazaniec

Światło w ciemności

Skała pośród fal

Źródło pośród suchej ziemi

Zbawiciel

Lekarz

Bóg - Człowiek

Jedyny Bezgrzeszny

Zwycięzca

Sprawiedliwy

Sędzia każdego człowieka

Wierny i prawdziwy

Ten, który był, jest i ma przyjść

Król Królów

Pan Panów

Władca Królestwa które nie przeminie

Zdobywca który nie osiada na laurach

Baranek

Lew z pokolenia Judy

Nieskończony

Odwieczny

Głos dobrej rady

Głos rozsądku

Głos miłości

Głos troski

Umiłowany

Oblubieniec

Mąż Kościoła

Wróg obłudy

Święty Boży

Jedyna Droga do Ojca

Jedyna Prawda

Źródło i istota życia

Ten, który Cię widzi

Ten, który mówi do Ciebie

Ten, który czeka na Twą odpowiedź

Ten, który stoi i kołacze

Otwórz.

...

Mój ukochany na wieki, niezrównany, absolutnie fantastyczny, nieporównywalny z niczym, Pan mego serca, który nigdy mnie nie zawiódł, nigdy nie potraktował mnie lekceważąco czy krzywdząco.

Jesteś nie do opisania, nie ma słów w żadnym ludzkim języku które mogłyby oddać Twą dobroć i wspaniałość Jezu.

Ci, którzy Cię znają - żyją i istnieją. Ci, którzy odwracają się od Ciebie, stają się cieniem i mgłą, która się rozwiewa.

Ci, którzy są przy Tobie, znaleźli nieskończone źródło rozkoszy. Są nasyceni i upojeni. Ci, którzy sycą się odstępstwem i odurzają się bezbożnością, giną i marnieją.

Jestem Twój. Uczyń ze mną, co zechcesz. Pójdę gdzie zechcesz. Powiem co zechcesz. Zrobię co zechcesz. Tylko objaw mi się bardziej niż dotąd. Kocham Cię.

wtorek, 06 października 2015
Imigranci, imigranci

Nie, nie chcę dorzucać swoich pięciu groszy do słowotoku, który wylewa się w związku z tak zwanym kryzysem imigracyjnym.

Dla mnie imigranci to Shadi, Imad, Aleksiej, Carmen, Roufan, Denys, Ehssan, Adel, Toni, i jeszcze parę innych osób. Znam ich, pomagam im. Reszta to nie mój biznes.

Tagi: imigranci
10:05, metanoja
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 01 czerwca 2015
Nieprawy związek

Ostatnio zastanawiałem się trochę nad tym, co łączy rządzących i rządzonych. Dochodzę do wniosku, że korzeniem i praprzyczyną wielu patologii życia społecznego jest toksyczna relacja między rządzącymi a rządzonymi.

Nie chodzi zatem o to, że rządzący są złymi i zdeprawowanymi ludźmi, ani o to, że rządzeni są aroganccy, głupi czy pozbawieni elementarnego szacunku do swoich przywódców. Chodzi o to, że jedni i drudzy są ze sobą związani w niewłaściwy sposób.

Biblia mówi (List do Rzymian, rozdział 13), że władza polityczna pochodzi od Boga. Pochodzi od niego, ale nie jest Bogiem. Ustanowiona przez Boga władza ma za zadanie karać złych i nagradzać dobrych, a zatem pilnować przestrzegania sprawiedliwych zasad i karać tych, którzy je naruszają oraz nagradzać tych, którzy ich przestrzegają. Władza nie jest natomiast nauczycielem, zaopatrzycielem ani lekarzem. Gdy próbuje zajmować się edukacją, zaspokajaniem potrzeb materialnych poddanych albo ich leczeniem, rezultat, mówiąc oględnie, jest nie najlepszy.

Pismo Święte uczy, że Bóg jest Nauczycielem (Ewangelia Mateusza 23), źródłem zaopatrzenia (por. Księga Rodzaju 22:14) oraz lekarzem ludzi (Księga Wyjścia 15:26). Nie zawsze występuje w tych rolach bezpośrednio, choć i tak bywa. Widziałem nadprzyrodzone działanie Boże polegające na udzieleniu charyzmatu wiedzy bądź mądrości, na nadprzyrodzonym zaopatrzeniu albo uzdrowieniu. Często jednak Bóg naucza, zaopatruje i leczy przez innych ludzi i stworzone przez nich instytucje. Sęk w tym, że gdy są one sterowane przez państwo, wówczas nie działają dobrze, gdyż państwo jest kompetentne w sferach innych niż edukacja, dobroczynność i służba zdrowia.

Niestety, rządzący często starają się sprawić wrażenie, że są chrystusami-nauczycielami, chrystusami-zaopatrzycielami czy chrystusami-lekarzami. Obiecują naukę, zaspokojenie potrzeb materialnych i uzdrowienie, a poddani z ochotą kiwają głowami. Gdy okazuje się, że rządzący nie wypełniają danych obietnic, pojawia się frustracja i gniew. Podłożem tego napięcia są z jednej strony fałszywe, niemożliwe do spełnienia obietnice rządzących, a z drugiej strony naiwna, bezpodstawna, ślepa wiara rządzonych. Rezultat - jaki jest, każdy widzi.

środa, 27 maja 2015
O tym, jak Żyd ocalił mojego dziadka przed Niemcami

Mój dziadek Ignacy (1914-1990), syn Antoniego, przed wojną mieszkał w miejscowości Rybitwy, niedaleko Łęczycy. Przed wybuchem wojny odbywał kilkuletnią służbę wojskową, m. in. w KOP na pograniczu polsko – radzieckim. W chwili ataku Niemiec hitlerowskich na Polskę służył w stopniu kaprala w składzie 37 Pułku Piechoty. Dowódcą kompanii, w której służył Ignacy był Niemiec, kapitan Neugebauer, który okazał się lojalnym obywatelem polskim i po kapitulacji poszedł do niewoli, podczas gdy wielu tak zwanych „Polaków” zdezerterowało albo wyparło się polskości. Przez pierwsze dni września pułk wycofywał się nocami w kierunku Kutna. Był nieustannie atakowany przez niemiecką V kolumnę. Nad Bzurą, podczas boju spotkaniowego z Niemcami Ignacy został lekko ranny w głowę – niemiecki pocisk trafił w hełm, powodując odkształcenie tzw. pióra hełmu, i ranę skroni.

Wycofujący się pułk trafił w rejon Sochaczewa, i został tam okrążony wraz z tysiącami żołnierzy innych jednostek chcącymi przebić się do Warszawy. Żołnierze próbowali sforsować Bzurę, ale po jej drugiej stronie okopali się Niemcy, i ostrzeliwali ich. Z drugiej strony strzelały do nich nadciągające czołgi gen. Guderiana. Stłoczeni żołnierze zostali dosłownie zmasakrowani ogniem nieprzyjaciela, tylko nielicznym udało się wyrwać z okrążenia i przedostać do Warszawy. Na rękach Ignacego i adiutanta zmarł śmiertelnie ranny generał Franciszek Wład.

18 września 1939 r. okrążone pododdziały polskie poddały się Niemcom. Kompanię Ignacego Niemcy ulokowali na podwórzu klasztoru w Łowiczu, a potem poprowadzili dalej. Oficerów wieziono na wozach, zaś podoficerów i szeregowych prowadzono w pieszych kolumnach. Ignacego umieszczono w otoczonym drutem kolczastym prowizorycznym obozie jenieckim w Zgierzu.

16 października 1939 r., w pochmurną i deszczową noc Ignacy wykorzystał nieuwagę strażnika i przedostał się przez dziurę w ogrodzeniu na zewnątrz. Uciekł do położonego pod Zgierzem lasu, a następnie polami i lasami skierował się w stronę Ozorkowa. Przy drodze wylotowej z Ozorkowa w kierunku Łęczycy znajdowała się kuźnia. Jej właściciel był znajomym Ignacego, gdyż przed wojną wraz z bratem Aleksym często podkuwali tam konie w drodze na targ w Łodzi. Zbiegły żołnierz liczył na to, że kowal zrozumie jego sytuację i pomoże mu; przeliczył się jednak. Wystraszony właściciel kuźni nie dał mu cywilnego ubrania i wyrzucił go precz z obawy przed Niemcami. Ignacy stanął na rozstaju dróg, nie wiedząc, co począć.

Wówczas od strony Łodzi nadjechała „żydowska drynda” – mały wóz, zaprzężony w jednego konia. Powoził nim Żyd. Powiedział do Ignacego: „wsiadaj, żołnierzyku”. Okazało się, że właściciel zaprzęgu jedzie do wsi Tum pod Łęczycą, położonej zaledwie kilka kilometrów od Rybitw. Jechał niezbyt uczęszczaną, a zatem bezpieczniejszą trasą przez Leśmierz. W ten sposób Ignacy dostał się do Tumu, a stamtąd do wsi Marynki. Przekroczył w bród Bzurę i znalazł się w domu, w Rybitwach.

Uciekinier zdobył legalne dokumenty i znalazł pracę w majątku Prądzew. W 1943 r. ożenił się i zaangażował się czynnie w działalność ruchu oporu.

 

piątek, 20 lutego 2015
Jak pozbyć się swoich najlepszych ludzi?

Co za pytanie? Nic prostszego - zidentyfikować i wylać na zbity pysk.

Jeżeli jednak chcemy pozbyć się ich z organizacji w bardziej subtelny sposób, musimy doprowadzić ich do stanu, w którym odechce im się z nami współpracować i sami odejdą.

Jak im w tym pomóc?

Przełożony, chcąc pozbyć się swoich najlepszych ludzi powinien trzymać się czterech wytycznych:

1. Rozgoryczaj;

2. Oszukuj;

3. Uzależniaj od siebie;

4. Prowadź wbrew ich sercu.

Rozgoryczaj - tzn. traktuj ich gorzej niż innych. Jeśli inni mają krzesła, im nie daj nawet taboretu. Faworyzuj miernoty, stawiając je za przykład. Promuj pochlebców i karierowiczów. Każ najlepszym pracować za darmo, odrabiać pańszczyznę. Zabieraj im projekt, który zainicjowali, i oddawaj w ręce swoich faworytów, którzy wprawdzie go zepsują, ale za to nieźle na tym zarobią. Ustanawiaj apodyktyczne miernoty jako przełożonych nad najlepszymi.

Oszukuj - stosuj wędkę z marchewką. Niech gonią marchewkę, ale niech nie mogą jej dogonić. Przedstaw fałszywy obraz organizacji i zasad jej funkcjonowania. Stosuj demagogię i pustosłowie.

Uzależniaj od siebie - wzbudzaj w najlepszych poczucie winy z powodu tego, kim nie są i czego nie potrafią. Chroń ich przed możliwościami wyboru. Odcinaj od relacji i "zbytecznej" wiedzy. Utrudniaj założenie rodziny. Przeciwstawiaj rodzinę firmie. Niech firma będzie ich "prawdziwą rodziną". Staraj się wywołać wrażenie, że sam wiesz najlepiej, do czego się nadają. Kieruj nimi według swoich potrzeb.

Prowadź wbrew ich sercu - jak ognia unikaj pytania o ich cele życiowe. Narzuć im swoje własne cele, i spraw, żeby uwierzyli, że realizacja tych celów stanowi konieczność dziejową/karmę/wolę Boga/imperatyw kategoryczny/obowiązek moralny... Niepotrzebne skreślić. Zlecaj im zadania niezgodne z predyspozycjami, a potem wzbudzaj poczucie winy ("no zobacz, jak beznadziejnie ci poszło"). Awansuj na poziom niekompetencji.

Stosując te cztery proste wytyczne w końcu osiągniesz sukces. Spowodujesz, że najlepsi odejdą. Odchodząc, wyniosą szeroko rozumianą wiedzę - nie tylko bogaty bagaż własnych doświadczeń, wiedzę o ludziach, pracujących w firmie, o relacjach tam panujących, ale również know-how - procedury, technologie itd.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 9